„KTO MOŻE BYĆ WIĘKSZY NIŻ ONI?”

Tydzień temu w naszym kościele, swoje pierwsze kazania głosili nowo wyświęceni diakoni: Marcin Zieliński i Karol Kwiatkowski. Rozmawiałem z nimi o służbie, strachu i radościach związanych z posługą.

Kiedy zrodziła się w Was myśl, aby wstąpić do Seminarium? To decyzja na całe życie,
a podjęliście ją przecież w bardzo młodym wieku...

dk. Karol: Czas, w którym podjąłem decyzję o wstąpieniu do Seminarium, to okres po tym, jak
nasz umiłowany Rodak, bł. papież Jan Paweł II odszedł do domu Ojca. Początkowo owa myśl budziła we mnie lęk oraz niepokój, ponieważ ówcześnie nie byłem zaangażowany w działalność Kościoła jako ministrant. Zaangażowanie w ruchy gromadzące młodzież przy kościele
także były mi obce. Niemniej podjęcie decyzji o wstąpieniu do Seminarium poprzedzona została
wieloma godzinami spędzonymi na modlitwie oraz rozmową z jednym z kapłanów posługujących w ówcześnie zamieszkiwanej przeze mnie parafii, którą była parafia
św. Jadwigi na Osiedlu Akademickim.

dk. Marcin: Bardzo często słyszę to pytanie i zazwyczaj żartuję, że św. Piotr zadzwonił do mnie i powiedział, że zostałem wybrany przez Pana Jezusa na Jego ucznia. Odpowiadam tak, ponieważ nie wiem, czy wystarczy mi życia, by poznać odpowiedź na pytanie, dlaczego
Bóg chce, abym akurat to ja był księdzem. To dla mnie tajemnica, której rozwiązanie przychodzi z trudem. W dzieciństwie chciałem być piłkarzem, muzykantem, rolnikiem,
a nawet kierowcą rajdowym. Myśl o tym, że będę księdzem pojawiła się późno. Z dzieciństwa bardzo dobrze pamiętam sobotnie pastowanie butów przez tatę, wyciąganie z szaf i prasowanie odświętnych ubrań przez mamę – to był znak, że jutro zdarzy się coś niezwykłego. Tym czymś była Msza święta, na którą szedłem z całą moją rodziną. W tym nie do końca zrozumiałym
dla serca dziecka przeżyciu pojawił się po raz pierwszy człowiek w złocistym ornacie. Wiedziałem, że jest to ksiądz, ktoś ważny dla rodziców, rodzeństwa i wszystkich, którzy przychodzili do kościoła. Dla mnie był to ktoś, kto przychodzi od Boga. Od Boga, przed którym rodzice i starsze rodzeństwo upadali na kolana. Pytałem wtedy siebie: „kto może być
większy niż oni?” To pytanie powoli przywiodło mnie do odkrycia wielkości i mocy Boga. Decyzję podjąłem bardzo późno. Z perspektywy czasu pamiętam, że otrzymywałem
od Boga mniejsze bądź większe znaki, które wskazywały właśnie tę drogę. Pamiętam bardzo dobrze słowa konsekracji, jakie po raz pierwszy wypowiadał mój brat, sprawując
swą Mszę świętą prymicyjną. Słowa, które przemieniały dary złożone na ołtarzu w niezwykłą świętość. Do tej pory nie wiem dlaczego utkwiły mi one tak bardzo, może wówczas Bóg
przemienił moje serce? Było to 28 maja 2006 roku, a 14 lipca, po zdanym egzaminie, zostałem klerykiem pierwszego roku Wyższego Seminarium Duchownego w Radomiu.
To prawda, że decyzję podjąłem nie mając nawet dwudziestu lat,
ale myślę, że każdy, kto odkrył drogę najszczęśliwszą z możliwych, bo zaplanowaną przez Boga, dla której mógłby zostawić i poświęcić wszystko czym żył i zajmował się
do tej pory, nie czekałby ani chwili dłużej, by móc cieszyć się takim życiem.
A poza tym, kto powiedział, że księżmi mogą zostać jedynie starsi panowie?

4 czerwca, z rąk J.E. Księdza Biskupa Stefana Siczka, w katedrze radomskiej przyjęliście święcenia w stopniu diakonatu. Jakie macie wrażenia z tego dnia - to dla
kapłana chyba ważny dzień?

dk. Karol: Na ten dzień oczekiwałem z utęsknieniem. Nie zapomnę tego dnia do końca życia, ponieważ w geście uniżenia leżąc krzyżem na posadzce radomskiej katedry, moją
głowę wypełniał ogrom myśli odnoszących się do służby Bogu, Kościołowi
oraz wiernym tworzącym ten Kościół. Najistotniejszą myślą, jaka
głęboko zapadła mi w pamięci, było to, że oddaję siebie Jezusowi Chrystusowi
i Jego Matce, Maryi, na wyłączną własność.

dk. Marcin: Pamiętam, że od momentu wstąpienia do Seminarium kilka razy płakałem ze szczęścia, co wcześniej zdarzało mi się bardzo rzadko. Takie chwile przeżywałem,
gdy pierwszy raz założyłem sutannę, gdy mogłem po raz pierwszy nieść prawdziwe Ciało Chrystusa do zgłodniałych serc ludzi i udzielać Komunii świętej. Takim dniem, świętem,
które do końca życia na pewno będę celebrował z ogromną radością i wzruszeniem będzie też dzień święceń diakonatu, 4 czerwca 2011 roku. Pamiętam, że trochę drżałem
leżąc krzyżem w katedrze na posadzce podczas śpiewu Litanii do Wszystkich Świętych. Modliłem się wtedy, prosząc o wstawiennictwo świętych i błogosławionych. Po nałożeniu
rąk przez Księdza Biskupa i uświęceniu, które pochodzi od Apostołów, poczułem ogromną radość i lekkość, tak jakbym narodził się na nowo. W tym momencie święceń dotknął mnie chyba sam Chrystus i przekazał mi Siebie samego. Pamiętam, że radość była tak wielka, że
wychodząc już z katedry skoczyłem dwa razy do góry!

Co zmieniło się w Waszej
posłudze po tych święceniach? Jesteście uprawnieni do robienia tego, co robi ksiądz?

dk. Karol: Niezupełnie. Otrzymanie świeceń kapłańskich jest powiązane z władzą kapłańską, natomiast święcenia diakonatu, które otrzymaliśmy są przedsionkiem ukazującym
nam istotę tego sakramentu. Poprzez otrzymanie święceń diakonatu otrzymuje się specjalne zadanie głoszenia słowem i życiem Ewangelii Jezusa Chrystusa, który z miłości
do każdego z nas oddał swoje życie na drzewie krzyża. Przychodzimy, do wspólnot parafialnych, aby służyć na wzór Jezusa Chrystusa Sługi.

dk. Marcin: Diakon, to taki „za pięć minut ksiądz”. Choć żyje w celibacie, tak jak ksiądz, choć przyrzekał posłuszeństwo biskupowi, tak jak ksiądz, choć co dzień modli się brewiarzem,
tak jak ksiądz, to księdzem nie jest. Diakon, w odróżnieniu od księdza, nie może sprawować Eucharystii oraz nie jest w stanie tak jak ksiądz – szafarz sakramentu pokuty
i pojednania – wypełnić Chrystusowego polecenia przekazanego
Apostołom po zmartwychwstaniu: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym
odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymanie, są im zatrzymane.”

Ksiądz Biskup Stefan mówił o potrzebie służby, ważności ewangelizacji i osobie Maryi w życiu
przyszłych kapłanów. Czy te słowa odnieśliście w jakiś szczególny sposób do siebie?

dk. Karol: Uważam, iż jest nie możliwe mówienie o pójściu za Chrystusem i poświęceniu swego
życia Jemu pomijając kwestie służby względem bliźniego, której przykład
ukazuje nam Jezus w Ewangelii. Słowa odnoszące się do Maryi stanowią dla mnie klamrę spinającą dotychczasowe moje życie, ponieważ Jej obecność i działanie jestem
w stanie wskazać od najmłodszych moich lat, a mianowicie: w zerówce otrzymałem od mojej katechetki obrazek Matki Bożej Fatimskiej i usłyszałem od niej znamienne słowa: „z Nią zawsze zwyciężysz, tak jak zwyciężył Jej Syn, Jezus Chrystus, z którym była do końca.”

dk. Marcin: Potrzebę służby odebrałem jako wezwanie do pracy. Pragnę zostać księdzem, by być widzialnym znakiem obecności Chrystusa w świecie, mówić o Jego miłości do każdego człowieka, kontynuować misję Jezusa w XXI wieku. Wiem, że to wysoko zawieszona poprzeczka, dlatego codziennie trzeba brać się do pracy. Bardzo pragnę dotrzeć do ludzi, którzy sami do kościoła nie chodzą, bądź Boga jeszcze nie znają. Potrzeba głoszenia
Ewangelii aż do skończenia świata, o której wspomniał Ksiądz Biskup,
utwierdziła mnie w przekonaniu, że tego chce dla mnie Bóg. Każdy diakon, potem ksiądz, codziennie modli się Liturgią Godzin, odmawiając zaś Nieszpory powtarza słowa
Pieśni Maryi, przez Nią kiedyś wypowiedziane: „Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim. Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, a Jego imię jest święte.” Choć znałem dobrze dużo wcześniej te słowa, dopiero
osobiste doświadczenie niezasłużonej i ponad miarę obfitej łaski Boga pozwoliło odkryć mi tajemnicę miłości Chrystusa. W zadziwieniu nad wybraniem mnie przez Boga na
wyłączną służbę Jemu i Kościołowi, codziennie wraz z Maryją wypowiadam te słowa: „wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny”.

W naszej parafii głosiliście kazania.
Jak czujecie się w roli kaznodziei?

dk. Karol: Kaznodzieja, to duże słowo. Było dla mnie ogromnym przeżyciem wewnętrznym wyjść na ambonę przed osoby dobrze mi znane. Największy egzamin, jaki musiałem
zdać – jeśli wolno mi tak powiedzieć – przyszło mi zdać na Eucharystii,
na której obecni byli moi rodzice i rodzeństwo. Niemniej stres obecny na początku homilii malał z upływem czasu.

dk. Marcin: Wraz ze święceniami diakonatu otrzymałem szczególny
urząd – mam pomagać w głoszeniu wiary, która ma swoje korzenie w Słowie Bożym. Mogę głosić orędzie zbawienia wszystkim ludziom, by przy mojej pomocy mogli dojść
do poznania Boga. Tak wielkie wyróżnienie wymaga też dużej pracy i przygotowania. Przyznam, że jedną z największych obaw przed wstąpieniem do Seminarium była
dla mnie myśl, że jako ksiądz będę musiał mówić kazania. Bałem się, że
to zbyt wielka odpowiedzialność, której nie będę w stanie sprostać. Ludzie przyjdą na Mszę świętą, a ja będę musiał im powiedzieć coś mądrego – myślałem. I choć dalej tak
uważam, to przestałem już zupełnie liczyć tylko na swoje siły. Wiem, że ze
swojej strony muszę zrobić wszystko co mogę, by dobrze przygotować
się do wygłoszenia kazania, ale ostatecznie to Bóg działa. Ja jestem tylko narzędziem w Jego rękach. Doświadczyłem, że Chrystus udziela potrzebnej łaski tym, których
sam wybrał, dlatego śmiało mogę stwierdzić za św. Pawłem, że „moc w słabości się doskonali.” W głoszeniu kazań znajduję wielką radość i moc. Radość z faktu, że mogę głosić Ewangelię naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, moc – od Boga, dzięki czemu mogę to czynić nie
tylko przy ambonie, ale swym codziennym życiem. Pragnę jak najlepiej służyć.

Co przez najbliższy rok – do czasu święceń kapłańskich – będzie
należało do Waszych obowiązków i przywilejów?

dk. Karol: Jedyny przywilej, jakim pragnę się chlubić, to krzyż Jezusa Chrystusa, wszystko nadto będzie zbytnim wyróżnieniem, którego nie jestem godzien posiadać. Moje diakońskie obowiązki to: proklamacja Słowa Bożego oraz udzielanie nauk objaśniających zrozumienie
treści Ewangelii Jezusa Chrystusa, asystowanie przy zawieraniu związków małżeńskich, włączanie dzieci przez chrzest święty do wspólnoty Kościoła oraz posługa w ostatniej
drodze tym, którzy poprzedzą nas na drodze do domu Ojca.

dk. Marcin: Posługa każdego diakona ściśle związana jest z ołtarzem i spełnianiem dzieł miłosierdzia. Pragnę z Bożą pomocą tak wypełniać te obowiązki, by być prawdziwym uczniem Chrystusa, który przyszedł służyć, a nie po to, aby Jemu służono. Sam Chrystus
dał przykład, jak mam postępować. W duchu miłości i z weselem mam
służyć Bogu i ludziom. Wielka to radość stać przy ołtarzu i pomagać
księdzu sprawować największy cud świata, jakim jest Eucharystia. To Wam, Drodzy Parafianie, będę służył tym, czego dostąpiłem w dniu święceń diakonatu, dlatego proszę o modlitwę, za którą z serca dziękuję.