List do Boga 

„ Ty, Panie tyle czasu masz
mieszkanie w chmurach i błękicie.
A ja na głowie mnóstwo spraw 
I na to wszystko jedno życie.
A skoro wszystko lepiej wiesz, 
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka.
To powiedz, czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać!”
( „Zamiast” E. Geppert)


Drogi Panie Boże!
Wiesz przecież, że Cię bardzo kocham! I tak, jak bardzo kocham, tak też czasem nie rozumiem. I pewnie nie ja jedna. No bo Sam zobacz. Kiedy zabierasz z tego świata dorosłą osobę, 
to jest nam smutno, płaczemy, tęsknimy, ale tak już jest to zorganizowane. Tylko, co powiedzieć, kiedy jest śmiertelnie chore dziecko? Powiedz, jak sobie z tym dać radę? Jak Rodzice mają sobie z tym poradzić?
Wiesz, często się boję. Szczególnie wtedy, kiedy stoję przy łóżku Artka i gdy coś się dzieje z Nim niedobrego. Dokładnie wczoraj, wielki facet, do tego ksiądz, mówi, że nie wie, 
czy ma tyle siły, nie wie, czy sobie poradzi tam u Artka! No, Panie Boże! To co ja mam powiedzieć!? Postawiłeś mnie na tej drodze, popchnąłeś i dałeś do zrozumienia, że tędy mam iść. Ale jak ja dam radę?!


„... Nie chcę się skarżyć na swój los nie proszę więcej niż dać możesz.
Lecz ciągle mam nadzieję, że Że chyba wiesz, co robisz ,Boże...”


Czy, Ty się aby nie pomyliłeś co do mnie? Mówią, że w tej posłudze trzeba być twardym i się nie angażować zbytnio, bo inaczej się wypalisz! A ja co? Przy każdej rozmowie o moim Przyjacielu Artku, czy innym chorym, mam świeczki w oczach. Myślami jestem cały czas z Nimi.
Muszę Ci powiedzieć, że Artek jest niesamowity! Jeszcze nigdy nikt z nas nie słyszał, żeby się uskarżał na swoją chorobę, na konieczność brania tych wszystkich leków, a przecież już trochę się znamy! Pamiętam tylko, że kiedy ponownie musiał mieć założony cewnik, spłynęła tylko 
łza po policzku, a na pytanie doktor, czy tego nie lubi, odpowiedział twierdząco. Jest dla nas wzorem do naśladowania, ciągle się od Niego czegoś uczymy. Pamiętasz, jak powiedział, że nie ma rzeczy niemożliwych, przejeżdżając z ogromnym miśkiem przez wąskie drzwi?! On udowadnia nam to przez cały czas, nie poddając się tak długo chorobie. Kiedy mam 
przed sobą jakąś trudność, to zawsze sobie powtarzam te słowa, a trudności nie brakuje! A pani Jadzia, Jego Mama anioł nie kobieta! Wiesz, czasem Ją obserwuję, jak pochyla się nad Synem. I wtedy ten Jej czuły uśmiech.
To jest dopiero widok! Troszkę się o Nią martwię, ale jak to mówią; martwienie się jest moją domeną. Wszyscy wiemy jak jest, ale tak między nami mówiąc, to mamy nadzieję na cud! Zrobisz jednak, jak będziesz chciał, tylko proszę Cię, żeby Artek nie cierpiał. On już i tak dużo przeszedł.
Mam jeszcze jedną prośbę! Chciałabym być przy moim Przyjacielu, kiedy Go powołasz do siebie. Ufam jednocześnie, że wówczas dasz mi siły i mądrość, abym mogła Mu towarzyszyć w tej ostatniej drodze! Ojej, prawie zapomniałam! Ja wciąż tylko Cię proszę o coś, a tak bardzo Ci dziękuję za to, że jestem z moimi Towarzyszami w tym domu. Myślę, że jest to najlepsze, co mogło mnie spotkać! Dzięki! 
Wiesz, nie chciałabym Cię zanudzać tymi opowiadaniami, bo o moim Przyjacielu mogę tak długo, a Ty pewnie masz wiele innych spraw na głowie. Muszę kończyć, bo zmęczenie daje znać o sobie, a tu już godz. 22 i jeszcze kilka spraw do załatwienia (a swoją drogą, to nie mógłbyś troszkę zwolnić ten czas? Gdzie on tak pędzi?)
Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę spokojnej nocy bez „interwencji”.


„... Tyle powiedzieć chciałam Ci zamiast pacierza na dobranoc.”
 

Twój kochający, choć czasem zabiegany
Wolontariusz hospicjum
Monika Wężyk