„100 lat, 100 lat

niech żyją, żyją nam!...”

Tak śpiewaliśmy ostatnio naszym młodym podopiecznym. Przeżyliśmy rawdziwy maraton 
urodzinowy. Małgosia, Artek, Patryk. Niestety, niektórzy z nich nie dożyją swoich 
kolejnych urodzin (chyba, że stanie się cud!)
Małgosia ma 20 lat. Na świecie jest prawie sama, nie licząc dziadka i dalszej 
rodziny. Jest pod naszą opieką całkiem od niedawna. Oprócz nowotworu ma również 
lekkie upośledzenie. Na urodziny dostaje wiele prezentów od nas i od swoich 
koleżanek z ośrodka. Jest tort i szampan bezalkoholowy i mała dyskoteka. 
Dużo zabawy i jeszcze więcej śmiechu; no bo wyobraźcie sobie np. ks. Marka 
tańczącego menueta z dziewczynką dwa razy niższą i szczuplejszą od siebie, 
która jest zachwycona tym, że może zatańczyć z księdzem !
Punktem kulminacyjnym całej imprezy jest Msza Św. wraz ze wszystkimi dziećmi 
z ośrodka. Wszyscy modlimy się w intencji Małgosi.
Upłynęło kilka dni, a ta znajomość już procentuje. Dzieciaki bardzo chętnie 
kwestują z nami pod cmentarzem na rzecz Hospicjum tzn. między innymi dla swojej koleżanki.

U Artka chcieliśmy zgromadzić wszystkich wolontariuszy, którzy tam byli 
kiedykolwiek. Nie do końca się to udało, ale i tak był tłum( 12 osób+ rodzina). 
Zgasiliśmy światło w pokoju aby wejść z „błyskającym” tortem i głośnym „100 lat”, 
ale ta rakieta nie chciała nam się odpalić ( jak się później okazało, zapalałyśmy 
nie z tej strony. No cóż trochę techniki i...). Były całusy, życzenia, 
prezenty i wiele wzruszeń. Wszyscy jednoczyliśmy się w modlitwie na Eucharystii. 
Mówię Wam, to są nie zapomniane chwile!
Potem już tylko pyszny tort bezowo- wiśniowy, żarty, wspólne rozmowy... 
Takie spotkanie może się już nie powtórzyć, więc chłoniemy każdą chwilę. 
Nasz solenizant oczywiście nas zaskoczył na koniec. Czym?
Zastanawialiśmy się kiedyś, czy nie kupić Mu łańcuszka, bo Artkowy zaginął 
gdzieś w szpitalu. Wszystko przycichło do dnia poprzedzającego urodziny. 
Zrobiliśmy tzw. zrzutę i kupiliśmy łańcuszek z aniołkiem. Prezent został 
wręczony. Artek miał poprosić księdza na koniec o jego poświęcenie. 
Odłożyliśmy go na półkę i ...zapomnieliśmy. 
Impreza dobiega końca, żegnamy się z całą Rodziną, ale Artek coś chce powiedzieć. 
Wszyscy nachylają się nad łóżkiem, a On mówi: „Trzeba poświęcić łańcuszek!” 
Stajemy jak wryci. Jakie to musiało być dla Niego ważne, skoro zapamiętał! 

Trzeciego dnia wybieramy się do 13-letniego Patryka. Już przed wejściem 
do klatki schodowej się przygotowujemy. Zakładamy na głowy urodzinowe 
czapeczki, bierzemy balony i tort czym wzbudzamy ogólne 
zainteresowanie przechodniów.
Patryk myśli marzenie (chyba się wszyscy domyślamy jakie ) 
i dmucha świeczki na torcie. Są prezenty, wygłupy, wspólne zdjęcia i... 
trzeba się zbierać, bo inne sprawy, inni chorzy czekają.
Drodzy nasi Solenizanci. Niech Królowa Apostołów i Aniołowie nad Wami czuwają. 
Niech nie zabraknie nigdy obok Was prawdziwych przyjaciół. Życzymy Wam, byście 
nigdy nie stracili Nadziei, Wiary i uśmiechu. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!

Jesteśmy zmęczeni ( jak po maratonie przystało), ale szczęśliwi. No, powiedzmy. 
Jak się pomyśli, ile było kalorii w tych tortach, to szczęście trochę maleje! 
Czas na kolejne wyzwania i realizację kolejnych pomysłów. Więc, do następnego pisania!
 

Wasz okrąglutki korespondent hospicyjny
Monika Wężyk