JEZUS

Już tyle razy jako kapłan stawałem wobec ludzkiej tragedii, łez, cierpienia, słabości. Radio i telewizja systematycznie dostarczają nam informacji o „świeżych” nieszczęściach. Wydaje się, że zło triumfuje wokół nas, że tańcząc dziko wyśmiewa nasze modlitwy i nadzieje, że szydzi, 
pytając się w najtrudniejszych chwilach: „No i gdzie ten wasz Bóg wszechmogący?”. A ja, kapłan, patrzę w tę bezczelną ciemność, nie wiedząc co powiedzieć. Owszem, mówić można, nawet dużo, ale nie poprawia to sytuacji konkretnych osób. Ciemność, śmierć, choroba to fakt, potrzeba więc faktów, realnych argumentów, by stanąć do walki o nadzieję. „Gdzie jest twój Bóg?” – pytają mnie co dzień (Psalm 42).„Mój Bóg się rodzi!” – to moja odpowiedź. 
Odkryłem, że przyjście na świat Jezusa (tzw. Boże Narodzenie) to nie choinka i opłatek, ale coś o wiele poważniejszego. Herod wraz z całym dworem zadrżał. I słusznie! Bóg nie żartuje, 
ale naprawdę przychodzi, aby upomnieć się o swoich ubogich, o cierpiących i płaczących, głodnych i prześladowanych. Jezus naprawdę się urodził by być światłem w tym, co trudne! 
„Gdzie jest mój Bóg? Na sianie! W szopie leży! W stajni, w żłobie położony” – odpowiadam. „I to jest Bóg?”. Trzeba podziwiać mędrców ze wschodu – ich wiarę i mądrość, bo rozpoznali Go. Dlatego w ich życiu pośród ciemności zajaśniało światło. Oni nie przelękną się złej nowiny, wiadomość o tragedii zabije w nich nadziei, życia, wiary. Jak bardzo potrzebujemy światła! I cóż na to ciemność? Szatan nie jest głupi. Wie, że nie możne zignorować Światłości. 
Cóż zatem robi? Odwraca nasze oczy… „Tak, tak, jest światło, ale zobacz, ja mam tu coś innego dla ciebie… Specjalny prezent, w promocji…”. Tak to się zaczyna, niewinnie, jak zawsze. Jednak dochodzi do tego, że dla wielu chrześcijan Boże Narodzenie wcale nie kojarzy się z narodzeniem Boga, lecz z zupełnie innymi, „bardziej atrakcyjnymi” sprawami (czas wolny od pracy, od szkoły, okazja by pojeść, pospać, pobawić się, czas na filmy, gry, prezenty, odwiedziny). Ogłupia nas szatan, skutecznie niestety. Po czym to poznać? Po tym jak mało odporni jesteśmy chociażby na cierpienie, jak często biadolimy i wypominamy Bogu, że o nas zapomniał. A świętujemy jak poganie…Potrzebujemy Boga ze stajni, Boga pośród nas, Boga z ciała i krwi, Boga nam bliskiego. Nie dajmy wcisnąć sobie karpia z promocji, opłatków, choinki, bombek i McMikołajków za cenę Jezusa Chrystusa. Tradycje są ważne, ale to On jest centrum świętowania; TO SĄ JEGO URODZINY. To Bóg się narodził! „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych (...)” (Łk 21,34-36).
 

o. Łukasz